niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 1

,,Nadchodzą''
-Kaspian!-krzyknęłam rozglądając się wokoło. Znowu gdzieś zniknął a ja nie mam zielonego pojęcia gdzie. Wie ,że pokój w Narnii jest od dłuższego czasu zachwiany, no właśnie tylko co z tego? Przecież ,,Wielki Pan Kaspian'' może w dowolnym momencie rzucić wszystko w kąt i ze swoim szanownym tyłkiem pójść gdzie pieprz rośnie tłumacząc ,że ''musi sobie coś przemyśleć'' i oczywiście wtedy wszystko zostaje na mojej głowie...Muszę się przestać tak denerwować przecież niedługo wróci...co ja mówię to jego ,,niedługo'' to zawsze bardzo bardzo BARDZO długo.
-Kochanie spokojnie-starał się mnie uspokoić tata-Kaspian zapewne zaraz wróci, znasz go, wszędzie jest go pełno-spojrzał na mnie a w jego oczach malowało się zrozumienie ale i nutka rozbawienia, jak on w takiej sytuacji może być spokojny?!
-Tato! Nie pomagasz mi-krzyknęłam oskarżycielsko
-Jesteś już na tyle duża ,że powinnaś sobie poradzić sama-odpowiedział
-No dzięki-wyszłam z komnaty wściekła, idąc korytarzem spostrzegłam cień usiłujący przekraść się niepostrzeżenie obok mnie. O nie kolego już po tobie.
-W tył zwrot...Do mnie marsz...BIEGIEM-popatrzyłam na niego wściekle. Przede mną stał Kaspian. Nie patrzył mi w oczy, uciekał wzrokiem gdzieś na boki.
-Um...eeeee...jak...jak ci minął dzień?-spytał jąkając się 
-Dobra wiesz co...miałam w planach spuścić ci manto ale szkoda mi na ciebie czasu-machnęłam ręką lekceważąc jego pytanie. Będzie musiał się postarać jeśli chce żebym znowu go polubiła. Wiem zachowuję się jak dziecko ale przy takim człowieku jak Kaspian nikt nie jest w stanie myśleć racjonalnie a co dopiero zachowywać się przynajmniej przyzwoicie.
-Wiesz ,że się zbliżają?-spytał pierwszy raz tego dnia patrząc mi w oczy
-Kto?-spytałam udając niewiedzę, oczywiście ,że wiedziałam kto się zbliża. Wszyscy to wiedzieli.
-No...władcy Narnii...Wiesz Piotr Wielki...Zuz-przerwałam mu
-Zuzanna Łagodna, Edmund Sprawiedliwy, Lucja Waleczna?-spytałam z ironią
-Skoro wiesz to po co się pytasz?!-popatrzył na mnie, jego powieka zawsze w taki śmieszny sposób drgała jak się denerwował.
-Bo lubię cię denerwować-odpowiedziałam dobitnie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz